Aguila Mirko

Relacje uczestników


Relacja 1

„Moje pierwsze doświadczenie związane z ceremonią to przywitanie się z Duchami :) – to było dla mnie fascynujące, czułam wielką radość gdy się pojawiły, były jak serdeczni przyjaciele, z którymi od lat się nie widziałam. A moje myśli: „tak długo na was czekałam” Czułam od nich miłość i opiekę, przekazały mi że Ich świat jest równoległy ze światem materialnym, obydwa światy wzajemnie się przenikają i jest to naturalne. Teraz wiem, że cały czas mi towarzyszą, są ze mną, ale już bez lęku z mojej strony :) Później zaczęłam odczuwać mdłości i wizje kobiet, ich wściekłe twarze obdarte ze skóry, wydłużone szczęki jak u krokodyla z rozdzierającymi paszczami gotowe wszystko pożreć co spotkają na swojej drodze i wywijające się jak ogromne jaszczury. Twarz pięknej kobiety z poderżniętym gardłem, przewieszonej przez kadłub opuszczonej łodzi. Byłam w tym wszystkim obserwatorem bez poczucia jakiegokolwiek zagrożenia czy strachu.

Słyszałam też bzykanie chrabąszcza :) gdzieś latał obok mnie, ale go nie widziałam, pojawiły się później i było ich więcej, gdzieś bardzo się spieszyły, tylko że ja byłam na ich drodze i po prostu przebiegły po mnie – wtedy zawołano mnie do curanderos. Gdy usiadłam na wprost Curandero, moje mdłości urosły do granic moich możliwości, myślałam że juz nie dam rady i będę musiała odejść, szukając miski (czego bardzo nie chciałam). Dobrze mi tam było, gdyby nie te mdłości. Widziałam twarz Curandero w masce w kolorowe pionowe paski, która zaglądała w moją twarz.
A dzisiaj mam świadomość, że te wizje jakie są, to jest bez znaczenia, o wiele głębszy sens znalazłam w tym. Ulotniły się ze mnie strachy i lęki. Moje poczucie bezpieczeństwa w iluzorycznym zagrożeniu jakie pojawiały się w ceremonii zwiększyły moje poczucie bezpieczeństwa w życiu od którego przecież nie można uciec. Umiejętność bycia obserwatorem daje mi moc działania w równowadze. Mam wielki szacunek i pokorę do wszystkiego co tam się zadziało. Nie powiem, że umiem już radzić sobie w życiu, ale powiem, że otworzyły się dla mnie nowe możliwości i tylko ode mnie zależy czy zechcę z nich skorzystać. Ceremonia Ayahuaska jeszcze żyje we mnie i uśmiechnięty, radośnie Curandero, statecznie siedzący na ławce Curandero i Ty :) A najistotniejsze dla mnie jest to, że odnalazłam moje opiekuńcze Duchy i One odnalazły mnie :)
Poczułam, że pojawiła się we mnie przestrzeń.”

PS. Mam nadzieję, że spełni się moje marzenie i pojadę do Puszczy Amazońskiej :)

Relacja 2

„Czuję wdzięczność że mogłam wziąć udział w rytuale. Dla mnie było to głębokie spotkanie z samą sobą, ze swoim źródłem, ze swoją prawdą i miłością. Poczułam jak kontaktuję się ze swoim cieniem i dzięki pomocy, przez modlitwie prowadzącego, udało mi się to przetransformować na wewnętrzną siłę, miłość, moc. Roślina pokazała mi kierunek, poczułam jak odpadają wszystkie moje bóle, żale, schematy. W pewnym momencie poczułam strach, że zwariowałam bo dotarłam do miejsca w sobie gdzie nie ma kontroli, gdzie nie wiesz za chwilę co się wydarzy, jedyne co pozostaje się poddać, zaufać temu co jest, zaufać sobie i prowadzącemu, że Istnienie nie chce nam zrobić krzywdy, że jesteśmy w źródle miłością i do niej się rodzimy.

W rytuale widziałam swój rdzeń kręgowy, to o co mogę się oprzeć, do czego chcę się wznosić i transformować samą siebie.

Widziałam też trójwymiarową rzeczywistość i drobinki złota, które przecinały przestrzeń i złotą skórę węża.

Miałam poczucie pustki w umyśle, czułam czaszkę bez czubka głowy tak jakby ktoś uwolnił mnie od wszystkich niepotrzebnych myśli, zwojów.

Po rytuale czuję, że to wszystko cały czas we mnie pracuje, że łatwiej mi być sobą, wyrażać to co czuję w relacjach z ludźmi, transformować. Czuję stan w sobie jakbym była w wiecznej podróży przez życie, wcześniej głównie doświadczałam tego podczas dalszych wyjazdów, a teraz mieszkając w jednym mieście mam poczucie takiej wewnętrznej wolności jak na autostradzie we Włoszech…

Poczułam też jak święta roślina pomaga mi odnaleźć miłość do siebie samej, przytulić siebie od środka i naprawdę to poczuć, że jestem ze sobą blisko, że poznaję siebie..

Miałam też chwilę, kiedy czułam jedność z kosmosem, gwiazdami, Planetami, naturą.

Podczas rytuału przyszedł też do mnie starzec na tle góry, wtedy poczułam głębokie ściąganie w dół, do swojego źródła, czułam jakbym za chwilę miała umrzeć, moje ciało zamarło, chciałam krzyczeć, ale nie mogłam wydobyć ani słowa. Kiedy poddałam się temu odpuściło, a we nie pojawiła się jasność, rdzeń, baza, coś o co mogłam się oprzeć, jakby łączność ze światłem z góry, strumieniem. Podobne doświadczenia bycia w przepływie strumienia miałam w 2 medytacjach, lekarstwo pomogło mi w końcu głęboko poczuć, zaufać, że to głęboka prawda o mnie i że nic mi się nie przewidziało…

Jeszcze miałam odczucie jakby ustawiania w sobie różnych elementów, które weszły na prawidłowe tory, że moją esencją życia jest poddać się temu co bez planu, bez koncepcji, co w zgodzie z naturą i odcinać to co z lęku, społecznych uwarunkowań w relacjach z ludźmi.

Kiedy podczas rytuału podeszłam do prowadzącego, który grzechotał i śpiewał czułam jak z rdzenia, który wyraźnie widziałam odcina wszystko to co niepotrzebne w moim życiu, jak mogę narodzić się na nowo bardziej lekka, w swojej prawdzie i iść za sobą bez lęku.

Czuję, że dostałam nowe życie, choć tak naprawdę zawsze je miałam, tylko schowane pod lękiem, strachem i koncepcjami ego. Zakochuję się w życiu takim jakie jest, ze wszystkim co niesie. Bałam się, że zwariowałam, a paradoksalnie pozwolenie sobie na to by zwariować uleczyło mnie…”

 

Relacja 3

„Podzielę się teraz moimi wrażeniami z Rytuału Ayahascą.

Było to najpiękniejsze doświadczenie w całym moim dotychczasowym życiu. Wiele już słyszałam o tej ceremoni, ale nie miałam żadnych oczekiwań ani lęków, raczej ciekawość jak to naprawdę będzie…

i było dużo światła…widziałam słowa piosenki które unoszą się jak świetlista złota energia, jak z grającego instumentu wypływają złote nuty i unoszą się nad uczestnikami by ich oczyścić…jak moje ciało zostaje a ja jestem czystą świadomością nad głową, pojawiła się nawet myśl że teraz to już nie muszę nawet oddychać ale zaraz potem pojawiła się druga – musisz oddychać bo to jest Twój obecny nośnik(ciało) o które musisz dbać, musisz się dobrze odżywiać, by nie trwonić energi na choroby….a potem  przyszły  odpowiedzi na moje pytania które gdzieś w serduszku miałam…przegląd świadomości od początku istnienia wszechświata po dzisiejszy punkt w którym teraz jestem, byłam każdą energią i każdym wcieleniem – nie ważne było którym..ja to wszystko już przeszłam i dostałam wskazówkę by odłożyć już te wszystkie książki które obecnie czytam, bym wkońcu zaczęła działać i BYĆ, bo przecież to ja jestem biblioteką wiedzy:)

To było tak radosne i cudowne a wszystko działo się w nanosekundach… Widziałam skąd tak naprawdę pochodzę i że są to regiony Ameryki południowej…Peru… i takie uczucie że Mirko z Tobą to kiedyś przy jednym ognisku siedzieliśmy..a potem przyszło lekarstwo…Aya która pod postacią czerwonej ognistej kuli oczyszczała mnie od góry poprzez wszystkie czakry..a gdy doszła do splotu słonecznego nadeszły wymioty, które były wielką ulgą a jednocześnie głębokim przeżyciem, ponieważ zatopiłam się w pustce, by narodzić się na nowo.

Widzę że co jakiś czas przypomina się coraż więcej. A teraz doświadczam siebie nowej, radosnej i w równowadze ze wszystkim.

Mirko bardzo dziękuje za Twoją opiekę :)

Zgadzam się by ten mój krótki opis cudownego spotkania z Ayahuascą mógł przeczytać każdy kto ma jakieś wątpliwości czy ciekawość. Polecam wszystkim ludziom na ziemi.”

 

Relacja 4

” Dlaczego urodziłam się na Ziemi?

Uczestnictwo w Rytuale Ayahuasca, to była dla mnie fajna niespodzianka od życia. W niedzielę spotkałam kobiety, które jechały na ten rytuał, a ja z ciekawości pojechałam z nimi- dlaczego nie? był taki piękny dzień :) Teraz bardzo się cieszę, że tak się stało, chociaż nie miałam pojęcia co to jest Ayahuasca i w ogóle co się dzieje podczas jej picia.

Moje doświadczenie było takie:

Początkowo obserwowałam, co się dzieje z moim ciałem i emocjami oraz z innymi uczestnikami. Poczułam dużą opiekę nad całą grupą ze strony:  Mirko, Carlos i Don Raul, co pozwoliło mi z zaufaniem udać się w wewnętrzną podróż. Czułam tak Wielki Spokój, Miłość i Harmonię w sobie, że z radością weszłam w ten stan totalnego bezruchu i wielkiej błogości. Mogłam tak trwać i trwać w tym stanie, cieszą się nim.

Śpiew szamanów zwrócił moją uwagę, było w nim takie nieopisane Piękno- rozpłynęłam się jeszcze bardziej. Miałam wrażenie, że jestem w domu z kochającą rodziną. Gdy przestałam czuć ciało fizyczne, udałam się w podróż w Wielką Pustkę. ZNIKNĘŁAM. Nie było nic, a zarazem było wszystko. Poczułam, że jestem poza planetą Ziemią. Obserwowałam Ziemię i coś mnie zachwyciło. „Jaki piękny moment, aby urodzić się!” Zabłysło Światło i pojawiły się uczucia Miłości, Pokoju i Harmonii. „Jakie cudowne zmiany będą miały teraz miejsce”:) CHCĘ SIĘ URODZIĆ, BO NA ZIEMI ZAPANUJE MIŁOŚĆ I HARMONIA.

Jeszcze mocniej poczułam, że moja praca ma duże znaczenie. Teraz wykonuję ją z jeszcze większym poczuciem misji i radości. Żyję, aby pielęgnować w sobie uczucie Miłości i aby służyć innym ludziom. I tego wszystkiego dowiedziałam się jednej nocy ;) W 1 sec objęłam świadomością całą Planetę i zobaczyłam bardzo dużo piękna: kwiaty, dzieci z uśmiechniętymi matkami, oczy ludzi pełne pokoju i miłości, piękne krajobrazy… na ten widok łzy spływały mi po policzkach.

Gdy siedziałam przed szamanem czułam Jego energię i energię tego co śpiewa. Zupełnie nie mają znaczenia słowa. Ważne, że ta pieśń oczyszcza, wzmacnia i harmonizuje.

Zobaczyłam też siebie jak na dłoni wszystkie swoje wady i zalety. Teraz wiem z czym pracować. Jak poprawić relacje z niektórymi ludźmi.

Gdy już wszyscy leżeli i było cicho, czułam, że Kocham ludzi, dlatego tym bardziej ucieszyłam się gdy Monika zapytała czy może się przytulić. Miałam ochotę każdego mocno przytulić.

Dziękuję wszystkim uczestnikom za to że byli :)

Z całego serca dziękuję tym co nam grali i śpiewali :) „

 

Relacja 5

” ….Najpierw każdy został okadzony dymem, a następnie po kolei wymawiał swoje imię i otrzymywał mały pojemnik z Ayahuascą. Kiedy przyszła moja kolej, wypiłem powoli i poczułem jak ten gorzki płyn spływa do mojego żołądka. Usiadłem ze skrzyżowanymi nogami i czekałem na doświadczenia. Mirko powiedział, że dzisiejszej nocy będą silne doświadczenia cielesne.

Czekałem, aż coś się zacznie. Lekko napięty, co przyniesie ta noc. Miałem zaufanie do szamanów i ayahuasci, więc się nie bałem. Kiedy szamani rozpoczęli śpiewać, zamknąłem oczy i skupiłem się na sobie. Powoli zaczynałem odczuwać działanie ayahuasci. Zaczęły pojawiać się różne kolory, a świat dookoła rozpuszczał się. Sądziłem, że wejdę w ten świat, który się przede mną otwierał, ale po chwili doświadczenia zniknęły. Otworzyłem oczy. Kilka osób zaczęło wymiotować.

Iwonka powiedziała, że nie da rady i żeby szamani przerwali jej doświadczenia. Ja czułem się bardzo dobrze. Czułem jak przez ayahuascę kręci mnie trochę w brzuchu, ale nie chciało mi się wymiotować. Byłem czysty, czułem jak energia przepływa przez moje ciało i wibrują czakry. Kiedy szamani śpiewali zamykałem oczy i skupiałem się na doświadczeniach, a kiedy przestawali śpiewać, otwierałem oczy i patrzyłem spokojnie, co się dzieje dookoła mnie. Trochę kręciło mi się w głowie. Czekałem na silniejsze doświadczenia, ale nie działo się nic bardzo niezwykłego. Kiedy zamykałem oczy widziałem różne kolory, czasem jakieś zwierzę, ale wszystko to było mało wyraziste i słabe. Zdziwiłem się, że jest tak spokojnie. Jakaś dziewczyna zaczęła płakać. Wiedziałem, że cierpi, było mi jej żal, ale nie mogłem jej pomóc.

Szamani brali każdego po kolei przed Raula, żeby go oczyścić i wzmocnić, otworzyć na doświadczenia. Zapytałem Alda, czy mam czekać, bo niewiele się dzieje. Osoba koło mnie poczuła się źle. Miała trudne doświadczenia. Dziwiłem się, bo ja czułem się świetnie, czułem się czysty i spokojny. Kiedy szamani śpiewali skupiałem się na tym śpiewie i na sobie, oczekując doświadczeń. Powoli przychodziły, nie wizualne tak jak oczekiwałem, ale bardziej cielesne i energetyczne. Czułem jak energia przepływa przez moje ciało. Widziałem jak krąży w moim ciele. Widziałem dużo światła. Kiedy trzymałem złożone dłonie, czułem jak energia zbiera się między nimi. Co jakiś czas zmieniałem pozycje, każda pozycja wpływała na inny przepływ energii, skrzyżowane nogi i prosty kręgosłup sprawiał, że czułem jak energia płynie do góry. Nogi połączone piętami sprawiały, że czułe energię płynącą między nimi. Zacząłem bawić się tą energią, zbierałem ją rękami, tworząc świetlistą kulę, a później włożyłem ją sobie do brzucha. Następnie stworzyłem jeszcze jedną kulę energii i ofiarowałem dla wszystkich istot żyjących. Poczułem się bardzo dobrze. Czułem się silny i pewny siebie. Widziałem jak niezwykły i ogromy jest świat wewnętrzny. Czułem miłość płynącą z pieśni, byłem pełny miłości i chciałem się nią dzielić z innymi. Złożyłem dłonie w mandalę i ofiarowałem wszystkim istotą czującym. Wyobraziłem sobie swoją mamę i powiedziałem jej, że ją kocham. Wyobraziłem sobie tatę i poczułem jak wybaczam mu wszystkie wyrządzone mi krzywdy. Zobaczyłem jak te wszystkie złe chwile wrzucam do dołu i zasypuje ziemią. Postanowiłem do nich już więcej nie wracać i zobaczyłem jak ściskam dłoń swojego taty i poczułem jak go kocham. Poczułem jak kocham wszystkich członków mojej rodziny, wymieniłem ich po kolei. Otworzyłem oczy i chciałem się podzielić miłością z wszystkimi uczestnikami ceremonii, życzyłem im wszystkiego dobrego. Zamknąłem oczy. Poczułem szacunek do wszystkich stworzeń. Tych, które widzę na co dzień i tych, które są dla mnie niewidoczne. Wiedziałem jak wiele istot jest na świecie. Zobaczyłem czaszki i poczułem istnienie złych mocy, ale wiedziałem, że trzeba ich unikać, a szukać dobrych. Zrozumiałem, że trzeba unikać złych miejsc i osób, a szukać takich, które wzmacniają. Moje myśli płynęły swobodnie, spontanicznie, jakby były kierowane przez jakieś moce. O czym tylko pomyślałem dostawałem od razu odpowiedź. Wydawało mi się, że jest to wyższy stan świadomości. Przyszło mi do głowy, że nasza świadomość ma wiele poziomów. W ogóle myśli przychodziły same, jakby z zewnątrz. Zrozumiałem, że mam uczyć się od roślin i zwierząt, a w szczególności od psów. Dziwiłem się, dlaczego od psów, ale od razu zrozumiałem, że są to bardzo niezwykłe istoty. Rozumieją bardzo wiele rzeczy, których nie rozumieją ludzie. Ponieważ przez ostatnie kilka dni jadłem vilcacore i piłem yerba mate, wyraziłem szacunek dla tych roślin i poprosiłem duchy tych roślin o zgodne, żebym mógł je dalej używać.

Poczułem, że wszystko jest w porządku i mogę prosić, o co tylko chcę. Miałem wrażenie, że mogę otrzymać potężne moce. Pomyślałem, że zmiany trzeba wprowadzać stopniowo, że nie jestem gotów przyjąć od razu wiele, ale stopniowo. Powiedziałem, że chciałbym, aby rozwinęła mi się intuicja, żebym potrafił dobrze w życiu wybierać. Chciałem także, aby lepiej rozumieć rośliny i zwierzęta, żeby wiedzieć jak żyć z nimi w zgodzie i jak czerpać moc z dobrego życia. Zrozumiałem, że powinienem poczytać więcej książek na temat zastosowania rośli i na temat żywienia. Czułem, że żyjąc w zgodzie z naturą, rozumiejąc ją, otrzymuje się od niej potężne moce, dzięki którym można pomagać sobie i innym. Zobowiązałem się, że będę szanował naturę i będę żył w zgodzie z nią. Zrozumiałem, że powinienem unikać używek, a przede wszystkim alkoholu, bo jest dla mnie niebezpieczny. Skupiłem się na pieśniach szamańskich, poczułem, jaka wielka moc z nich płynie. Poprosiłem, czy też mogę śpiewać. Zacząłem nucić pieśni. Nie znałem słów. Wydawało mi się, że te pieśni są o szacunku do natury i miłości do innych. Kiedy śpiewałem czułem moc, dzięki której mogłem zmieniać swoje życie. Śpiewałem także dla innych, żeby ich doświadczenia były lepsze.

Skupiałem się na swoich problemach, na każdym po kolei i sprawiałem, że ten problem się otwierał. Wypełniał się przestrzenią, dobrocią i miłością, więc przestawał być problemem. Pomyślałem o swoich chorobach i od razu przestałem się nimi przejmować. Pomyślałem o osobach, z którymi mam jakieś problemy i zrozumiałem, że kiedy jest miłość, problemy znikają. Zrozumiałem, że miłość uzdrawia. Czułem jak potężnie wibruje moja czakra serca. Poczułam jak wibruje mój naszyjnik z Szerab Ciammą. Wyobraziłem sobie tą dakinię i przypomniałem sobie jak śniłem o złotej bogini w sylwestra. Poczułem, że była to Szerab Ciamma i powinienem wykonywać praktyki z nią związane.

Nie pamiętam dokładnie kolejności wydarzeń. Pamiętam, że w pewnym momencie poczułem, że przez pieśń jestem bratem szamanów, zostałem dopuszczony od czegoś naprawdę niezwykłego. Poczułem się bardzo szczęśliwy, bo zawsze marzyłem o takiej chwili. Przyszła mi do głowy myśl, że to jest moja druga ceremonia ayahuasci i jestem starszym bratem osób, które biorą pierwszy raz i powinienem im pomóc. Śpiewałem dla nich. Kiedy pierwszy raz piłem, byłem opanowany przez moc ayahuasci, pochłonięty. Teraz czułem się silniejszy, czułem, że sam mogę wybierać, sterować. Od razu przyszła mi do głowy myśl, żeby uważać na dumę, bo ona jest niebezpieczna. Czułem, że jest to kontynuacja doświadczeń, które się wydarzyły przy pierwszej ceremonii. Otrzymywałem kolejne nauki i moce.

W pewnym momencie poczułem związek z sokołem. Poczułem jak wyrastają mi skrzydła i unoszę się. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego z sokołem i dostałem odpowiedź, że jest to zwierzę o niezwykłym wzroku. To jest to, czego potrzebuje, widzieć jak prawdziwie żyć.

Czułem się szczęśliwy i zaspokojony, rozwiązałem swoje problemy, czułem miłość i moc. Pomyślałem: „co z leczeniem mojej skóry” i zrozumiałem, żeby poczekać, aż ktoś przyjdzie po mnie i zaprowadzi do Curandero, a wtedy przyjdzie czas na leczenie.

Śpiewałem i cieszyłem się tą chwilą, czułem się silny i pewny siebie. Myślałem o tym, że powinienem dzielić się w życiu tym wszystkim, co otrzymałem tej nocy. Postanowiłem, że będę się dalej rozwijał duchowo i będę się starał pomagać jak najwięcej innym.

Czułem, że ceremonia powoli dobiega końca, że zrobiłem wszystko, co miałem tej nocy do zrobienia. Jeden z szamanów przyszedł po mnie. Kiedy wstałem trochę się zatoczyłem, widziałem wyraźnie, ale trochę mi się wszystko kręciło. Usiadłem przed Curandero i śpiewałem razem z szamanami. Poczułem, że przyszedł czas na leczenie mojej skóry. Zobaczyłem jak energia wpływa do moje wątroby. Zrozumiałem, że vilcacora mi pomoże. Wyobraziłem sobie jak biorę pudełko z tabletkami z szafki z mojego mieszkania i stawiam je między szamanów, aby je uświęcili. Poczułem jak wypełnia mnie moc vilcacory. Przyszło mi do głowy, że mogę prosić, o co tylko chcę. Pomyślałem, że otrzymałem wszystko, czego potrzebowałem, że znalazłem więcej miłości w relacji z ojcem, odkryłem wiele rzeczy, stałem się sokołem. Uśmiechnąłem się i dziękowałem za te doświadczenia. Curandero dmuchał dymem w moje czakry, a następnie dał mi swojego papierosa. Usiadłem na swoim miejscu i paliłem powoli. Kiedy odsuwałem papierosa od ust widziałem niebieską energię łączącą go z moimi ustami. Dopaliłem spokojnie. Czułem, że ceremonia dla mnie się skończyła. Rozłożyłem śpiwór i próbowałem zasnąć, ale miałem mętlik w głowie. Nie czułem się zmęczony. Kiedy kilka osób zaczęło rozmawiać i śmiać się, usiadłem i słuchałem, co się dzieje. Dwie osoby opowiedziała o kilku swoich doświadczeniach. Nadal czułem się bardzo dobrze. Położyłem się i czekałem na sen. „

 

Relacja 6

” Wydaję mi się, że czekałam na to kilka lat, od czasu kiedy podczas medytacji miałam wizje bycia w dżungli amazońskiej i przygotowania mnie do jakiegoś rytuału, wizja skończyła się tym,że wiedziałam iż dowiem się jak będę gotowa .

Z chwilą podjęcia decyzji o piciu Ayaahuascy nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu będzie co ma być , tylko trochę denerwowałam się jak zareaguje moje ciało. Dużym zaskoczeniem było wróżenie przed ceremonią i to czego się dowiedziałam , poniewaz ktoś mi naprawdę żle życzył i chyba posunela się ta osoba dość daleko by mi zaszkodzic .Skończyłam szkole psychotroniczna , uczyłam sie bioenergoterapii i innych tematów z zakresu medycyny naturalnej, czułam od dawna ,że coś jest mocno nie tak , sama nie mogłam sobie poradzić , poprosiłam więc znajomego szamana Aruszana , który pracował aby mnie oczyścić poczułam sie lepiej ale widocznie nie udało mu się zrobić tego za pierwszym razem. Zaskoczona byłam tym ,ze Raul powiedział dokładnie to samo.

Wróćmy do ceremonii.

Ayahuasca w smaku w pierwszej chwili niezbyt smaczna ale da się wypić , pózniej smak w ustak był jak dla mnie fajny, gdy zaczęły się modlitwy i zgaszono światło przez chwile nic się nie działo, zamknęłam oczy i zaczęły pojawiać się kolorowe wzory, które wirowały , pomyslalam o kalejdoskopie , dziecięcej zabawce . Jest to rurka ok 30cm średnicy ok 3-4 cm wewnątrz jest lustro i kolorowe szkiełka. jak patrzy sie  w kierunku swiatła i obraca tworzą sie wzory, tyle że moje wzorki zaczęly sie kręcić  same i były równiez jakby swoim lustrzanym odbiciem  gdy przeszła mi myśl że wolałabym ogladać jeden obraz , do mojej świadomosci dotarła informacja ,że  jeszcze nie teraz. więc ze spokojem obserwowałam dalej. Po chwili obraz się zmienił na pojedynczy a w centrum było wirujace kolorowe koło , które uchyliło sie tak jak drzwi wpuszczając mnie dalej, teraz obserwowałam przepiękny niebieski kolor jakby tunelu , siedzialam sobie wygodnie w tej trójwymiarowej przestrzeni od wewnątrz pokrytej jasną siatką i jakimis znakami, ktoś z grupy zaczął się głośno śmiać, trochę mi to przeszkadzało, dosc szybko prowadzący zapanowali nad tym ,wiedziałam ,że w każdej chwili gdy otworzę oczy nie będę nic widziała oprócz ciemnosci nocy, więc spróbowałam je otworzyć, było ciemno ale przed moimi oczami delikatnie świeciła siatka tunelu .siedząc tak obserwowałam dalej i w pewnej odległosci zobaczyłam kamienny mur i masywną , drewnianą , zamkniętą brame, mur był tylko obramowaniem bramy , dotarła wtedy do mnie informacja ,ze mogę podrózować gdzie chce , bo wtedy moje ciało śpi, ledwo pomyślalam OK, a juz obserwowałam coś w rodzaju kulistej plazmy, która dość szybko się przemieszczała, byłam tym czymś i wtedy na chwilę straciłam konakt z ciałem. przed soba ujrzałam jakby  z góry spływały spirale takie jak ludzkie DNA , najpierw były żolte , a jak byłam bliżej okazały się kolorowe podzielone  na odcinki jak kod kreskowy tyle że kolorowy , sekwencje kolorów powtarzały się, Z prawej strony ujrzałam postac , troche przypominała anioła koloru czerwonego , leko sie poruszał , na jego tułowiu  było coś co można porównać do pionowo narysowanego oka tyle róznokolorowego centralnie ,kolor żółty, pózniej jeszcze kilka , wtem moja uwagę zwróciła jakby zrobiona ze złotej wstążki poprzeczna cyfra 8 lub jak kto woli znak nieskończonosci, Po chwili okazało się że tez jest kolorowa i w taki  sam sposób jak to ,,DNA,, rozwinęła się powoli łaczac z tą podwójna spiralą , błyskami zaczęły wnikać w moje ciało, które widziałam jak sieć kanałów energetycznych ,obserwując to światło pomyslałam , ,, naprawiaja mnie,, dostrzegłam szara , nieprzejrzystą masę w okolicy żoladka, bardzo mi sie to nie podobało , Poczułam że mam cos na dłoni , skierowałam tam uwagę , dostrzegłam krzyż , taki jak znak +. a po chwili zaświecił sie na mojej dłoni żołte światło najpierw wielkości pilki do tenisa , trwało to chwilke a pożniej piękne , perłowo -białe wystrzeliło w góre ogarniajac mnie całą Miłe uczucie i wkrótce zwróciłam ajahuascę.  Podczas  tej wizji co jakis czas w zaskakujący sposób pojawiały się oczy , które mnie obserwowały, istota do któryej należały była wyrażnie rozbawiona , czułam jej wesołość gdy w plątaninie wzorów i kolorów odnajdywałam ją jak mnie obserwuje . W zasadzie wizje wtedy sie skończyły, zostałam zaproszona przed Curandero, który śpiewając modlił się, za moimi plecami któryś z prowadzacych tez spiewał, moje ciało , ku mojemu zaskoczeniu   zaczęło wykonywac pokłony chyba 4 a pózniej modlitwa była głosniejsza i z prawej strony od szyi do żeber coś mocno odklejało się tak że pociagnęło mnie do tyłu  jak za niewidzialne ubranie kilka razy ,aż całkiem się odkleiło , poczułam ulgę .Podczas  trwania ceremonii Ayahuasca towarzyszyła mi myśl która pojawiła się na poczatku ,, zło odchodzi dobro przychodzi,, , byłam obserwatorem siebie i swojego doświadczenia, czułam spokuj, miałam poczucie bezpieczeństwa i ochrony dzięki sile modlitwy Curandero i pozostałych. Za kazdym razem gdy następowało zageszczenie atmosfery po wykonanej pracy nad kilkoma osobami , Prowadzacy przerywał prace nad ludzmi i oczyszczał salę wyrażnie odczuwałam jak napływa nowa czysta nazwijmy to energią, powietrze się zmieniało, a gdy już było ,, czysto,, zaczynał pracę z nowymi osobami,

Wizja ze spiralą i czerwonym Aniołem nie dawała mi spokoju,że gdzieś coś podobnego widziałam , szperałam po necie i znalazłamhttp://www.wingmakers.pl/ może znasz tę strone ,sa tu obrazy , na kilku z nich znalazłam elementy lub cale fragmenty mojego doswiadczenia z Ayahuascą

Z pozdrowieniami dla wszystkich trzech Curandero”